na chwilę




w kalejdoskopie poranków
wyciągać się w poszukiwaniu słońca
na ślepo przeszukiwać szawki w kuchni
myśli poukładać i upewnić się
że dzień sie zaczyna, a nie kończy

Ubrać sie w ciepły uśmiech
Tam gdzie ukrywa się pragnienia
wsypać garść nasion
wyjść
powiedzieć parę razy dzień dobry
pocałować klamkę, milczeć...

przewrać w dłoni jabłko
turlać po stole, bawić się
zataczać krąg myśli niespokojnych
próbować spamiętać zapach win i nalewki

być w męskiej łaźni,
być w sadzie z karzełkami
być między tańczącymi
w wiosennej euforii
być przebranym i krążącym
między dniami i nocami
niezauważalny




Odgryzłem pępowinę
w ustach mam smak krwi
własnej krwi

Rozpuściłem sieci babiego lata
na cztery strony świata
tysiące nici

Zapominam się w snach
rozpływa się granica
jawy czy już zjawy

Głowę zanurzam w mleku