zastąp mnie
w swoich wizjach
wnieś mnie
ponad swoje wróżby
ułóż obok

na szczudłach
nieś mnie
wysoko ponad innych
bliżej nieba

złam przekonania
te uparte
aby nowe mogło
wywalczyć
swoje miejsce
pocałuj mnie
kiedy pójdę
złożyć swoje
skrzydła na
trumnie

zanim wiatr
porozsypuje
resztę myśli


pożegnaj się
i odejdź
schowaj swe ręce
pod kocem

pij wiele
wciągnęła mnie
mimowolnie
wplątała w siebie
donikąd
skąpana w słońcach
opatrzność
co lęgnie się nam
po burzy


oślepli już prawie
wszyscy
ogłuchły już także
uszy
nie pozwól oddać
im siebie
nie pozwól znów się
pokochać
już w progu witam mnie
spojrzenie twe
oczy wypuszczasz sowie
zdziwione
jakbym to po raz pierwszy
nawalony
powrócił o trzeciej w nocy
spóźniłem się?

tak, wracać już miałem
chciałem
naprawdę chciałem
nie nazwany
taki zostanie
bez imienny
niczyj

srogi
nie wnikliwy
przejrzysty
surowy

bez wdechu
i energii
wyrazu
i natchnienia

owoc
pisany
ludzkim
nie-...

przewlekłym
stąpamy po ludziach, ich czynach i gustach
wklejamy zakładki pechowe przesłanki

wróżymy swą przyszłość z lekkich fusów kawy
chcemy zawsze lepiej, nie zawsze to mamy

brakuje nam wiele, dużo nam przybywa
lekkość nasza zamiera, czy ty ją pamiętasz?
zaparzam wywar z liści wierzby
sączę cytrynę z twej pamięci
pestki zagryzam krzywię chęci

w mózgu roi się od niepamięci

i tak przewędrowałem suche lata
pustynne pieśni krew hannibala

stopy już lekkie idą bez przeszkód
mrowi się język krzyk jest na wierzchu
zapowiedź końca świata
upadła późnym mrokiem
zabrała cień mej wiary
w zjawy wiecznie młode

zatrzasnęła przed dzień
życie nie wzruszone
to jej cień przewija się
rozmazuje słowa na stronie

pięknem zwana rozpusta
blaskiem chwały swej mieni
rozrzuca perły wszelakie
nie pozostawia złudzeń

magię połykam w pigułach
patrzę na krzywy obraz
rozchodzą się mi źrenice
bezpański gwałcę horyzont