Zjawia się i znika nie kompletność wobec życia. Urywa się ze sznura próżna próba, za późno jęki wydobywać z dna, mózg nie sługa. Parawan lekarski chowa za swym cieniem krzywoustego potwora. Zgarbiony, roztrzęsiony, półnagi, milczący i groźny. Niepewny jak napięty łuk w ręku niedoświadczonego. Może przeszyć bok i wyszarpać wnętrza bez mrugnięcia. Wdech jak skowyt, wydech jak chrapliwe mruczenie. Nic więcej ponad to co stworzył doktor Jekyll, albo co uwolnił ze swojego chorobliwego i słabego ciała. Czyste zło, żądzę zwierzęce, gniew i frustracja które karmiły się wnętrznościami miernego doktorka przerodziły się w dzikość i niezrównoważenie pana Hyde'a.
Dyszy, ściskając w łapie jeszcze bijące cudze serce.
Tylko jak doktor Jekyll wytłumaczy się z posiadania ludzkiego organu do swoich badań nad sztuczną komorą?
