wiedz, że
nie umarły
we mnie
róże

purpurowe
szmaragdowe

kąpane
w opium
nabierając
blasku

świecą
w twych
oczach

szaleją
wirują

napinają
ciało

byś mogła
tylko, w tej
dzikiej żądzy
spłonąć co wieczór
...
zasnąć
jesteśmy nieobecni
zaplątani
w ciszy zakłopotani
gdzieś miedzy
tym co filmem
w szpulach jest
schowane.

skrycie
próbujemy panować
nad własnym światem.

A jeśli los
nie byłby dla nas
tak łaskawy
nie dał nam matki
ani strawy

Rzucił  nas pomiędzy
pustkę
i kazał nam dać
więcej niż mamy

gdzie teraz zbieralibyśmy
swe myśli?
uwaga!

nie zrównoważony emocjonalnie
uciekł dziś z tego świata
w samej tylko piżamie
by jak twierdzi
dotknąć uczuć
w najczystszej postaci.

Ostatnio widziany w parku
niedaleko fontanny
gdzie próbował
językiem zlizać
szczęście z twarz dziecka

psychologowie informują
że większości ludzi
nic nie grozi, gdyż
jak czytamy w oświadczeniu
"są wyzbyci z okazywania uczuć"

ostrzeżenie kierujemy jedynie do
nadwrażliwych i niestabilnych emocjonalnie
snuje się nocami
cichym szmerem
złapany blaskiem lamp
powtarzam sam do siebie
że wszystko to tylko
kwestia perspektywy
złapania fleszem oka
powietrza tańczącego
miedzy nami
przygarbionymi
szarymi
grzesznymi
i zwykłymi
naczyniami krwionośnymi

zastygam
w mroźnym spojrzeniu
człowieka biegnącego
na tramwaj do ...
i wgryzam się
w ślad pozostawiony
na przejściu dla pieszych
zżera mnie od środka
ta chęć dwubiegunowa
złapać się nie dała
ta pasożytnicza sprawa

okrada mnie zupełnie
i gdzie jest moje szczęście
spod stołu słychać drwiny
śmiech mój niespożyty

kręcę się wokół osi
statecznie wiercąc w złości
by wyrwać ją z mych trzewi
uwolnić się od trwogi
zaśpiewaj mi dziś
okryj głosem swoim miękkim
słodkim i ciepłym

usiądę wygodnie
i słuchać będę
nim zapomnę siebie
i odejdę

pozwól bym poczuł siłę
strun twych prężnych grzmoty
mógł w nich znaleźć drogę
własny klucz wiolinowy
kolejny
polejmy
powiedzmy
zmartwmy

złapmy
spójrzmy
potęgujmy
rozbierzmy

stańmy
nadzy
prości
i układni


złap mnie
nie pozwól
mi skoczyć
w dół
 

spójrz głębiej
niż w topiel
rzeki górskiej
tylko ona

kipi złością
szumi jakby
chciała
przemilczeć

to co oboje tylko wiemy...
w porywach szczęścia
rzygamy od razu
ptakami rajskimi
pięknem nieskończonym
pieszczotliwym słowem
miazgą czułych dotknięć

nie patrzymy tylko
jak roztrzaskujemy
z dziwnie błahą łatwością
swoją boską cząstkę