ciśnienie miesza mi w głowie
swoją niepogodę
trąca się o ściany
pozostawia ślady
na krwi wyryte znaki
piętrzą się
potęgując zmiany
ciśnienie wypacza me grzechy
nie obiecując być bielszym nazajutrz
krąży rakiem na dzień i noc w pełni
znów pozostawia niedołęgi
Z dłoni starł się ślad
ucichły mocno zaciśniętę
palce w pięści
milcząco wzdychają
do ciepłych i głatkich
przedmiotów trzymanych
na ozdobę
Z dłoni znikł już smak kurzu
wciągnięty po przeszukiwaniu
starych porzuconych fotografii
Teraz dłonie szlifują szybę
zapłakaną deszczem
spowitą pyłem mieszczańskiego bytu
Drapią, próbują wydostać się
poza świat
Złapać złudzenia pieszczotliwie
ucichły mocno zaciśniętę
palce w pięści
milcząco wzdychają
do ciepłych i głatkich
przedmiotów trzymanych
na ozdobę
Z dłoni znikł już smak kurzu
wciągnięty po przeszukiwaniu
starych porzuconych fotografii
Teraz dłonie szlifują szybę
zapłakaną deszczem
spowitą pyłem mieszczańskiego bytu
Drapią, próbują wydostać się
poza świat
Złapać złudzenia pieszczotliwie
Złapał wiatr za rękę, chciał spojrzeć mu w oczy. Spotkać i wgłębić się w oko cyklonu.
Złapał wiatr za rękę, chaotycznie i nie obliczalnie zaskoczył zefir tuż przy promenadzie.
Złapał wiatr za rękę szarpiąc mocno, z całych sił jak tylko potrafi, nic to nie dało.
Wiatr uciekł mu przez palce,
Nie zostawiając śladu na dłoni, na twarzy.
Sprytnie i delikatnie musnął go po policzku, wijąc się wokół.
I hulał nucąc prawie niesłyszalnie "Nie dogonisz mnie, nie złapieszzzzzzzzzzzz...."
Uleciał ciepłym powiewem.
Stał tak przez chwile trwając w zadumie
Stał tak przed odbiciem w jeziorze
Z fal pozostały tylko leniwe zmarszczki.
Wejść,
tak, zanurzył stopy, potem uda, brzuch szyję
nie zawahał się, choć pływać nie umie.
Złapał wiatr za rękę, chaotycznie i nie obliczalnie zaskoczył zefir tuż przy promenadzie.
Złapał wiatr za rękę szarpiąc mocno, z całych sił jak tylko potrafi, nic to nie dało.
Wiatr uciekł mu przez palce,
Nie zostawiając śladu na dłoni, na twarzy.
Sprytnie i delikatnie musnął go po policzku, wijąc się wokół.
I hulał nucąc prawie niesłyszalnie "Nie dogonisz mnie, nie złapieszzzzzzzzzzzz...."
Uleciał ciepłym powiewem.
Stał tak przez chwile trwając w zadumie
Stał tak przed odbiciem w jeziorze
Z fal pozostały tylko leniwe zmarszczki.
Wejść,
tak, zanurzył stopy, potem uda, brzuch szyję
nie zawahał się, choć pływać nie umie.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)