złam,
powiekę na pół
złóż,
usta na dwa
policzki

szeptem wytrzyj
łzy spływające
z tuszem po krawędzi

Chorym z urojenia
staje się
na pokuszenie
szarych drwin
z zaświatu
drugiej strony ulicy

I will keep
the nearby street
like empty things. 
So far I can do
clear a mind and heart
zaszył się mgłą poranek
schował pod poduszką
myśli, poszarpane karty
z pamiętnika

zgubić się zapragnął
i nie odnaleść
wisieć nad chodnikami
przy błogim milczeniu

Słyszysz burzę w pobliżu?
to ona twardą stopą
rozgniata codzienność
i wyje twrogą

Słyszysz burzę w pobliżu?
proszę, uwierz w to
że nie warto zatracać
pozostawiać strachu

tylko żyć w kłębie
zaplątanych
sprzecznych
zdarzeń
przedzieram się
między gwiazdami
między ławkami

krążę po cichu
po głowach kilku
tu zostawiam ślady

stać na chwilę
potem podążać
łapiąc nieulotne

wdychać woń
przygnębiającą...

dłonią już w domu
choć to daleko
głaszczę  po szkle
rysy twe
Obróć się
zmów pacież
wyjdź
na spotkanie
Krzykiem
spowij
usta
Swe
Mową
przenikaj
ścian twardy
stan.


Ręce skrępowane
niemożnością
brakiem chęci
strachem?
odrąb
po co ręce

tej nocy wchałaniam
stany
pod powiekami
zaplątane
Oczy patrzyły cicho
na cień błądzący
po piwnicy
śledziły ruch i oddech
niekończącą się chwilą

Ramiona zaniemogły
skrzyżowane na ścianie
nie ich siłą zwrócone
ku modlitwie
ku błaganiu

Czas zaprzestał liczyć
zabrakło mu już dłoni
myśli już nie odwiedzały
jego głowy

Zabrakło człowieczeństwa
rozmów
śmiechu
marzeń
wspomnień
jedyne czym się żywił
to oczekiwanie