zatrułem się
melancholią
wolno snującą
się pieśnią
drążącą mikro
układy nerwowe

zapchałem się
łapczywością
świata
na poziomie
ludzi-kurw
celowością
pieprzonej
dokładności
i błędów
zamkniętych
pod powieką

ratuj się
przed nimi
wołam do siebie

ratuj się
przed zgrozą
wpychającą
w usta
przewlekły bunt

ten trud
pozostawia
tylko paranoje.
kim jestem?
zapytałem się
po przebudzeniu
jakim wzorcem
kieruje się
przy podejmowaniu
ważnych decyzji

jakim typem
człowieka,
mężczyzny,
charakteru,
jednostki
społecznej
można opisać
moje ego?

ciągłe zmiany
rejestruje
skrupulatnie
opisując
na nano-rejestratorze
tylko po to
aby usiąść
wieczorem przed
lustrem
i spoglądając na rysy
mógł odnaleźć
własne ja
czas zawiesić
myśli tony
czas obsypać
pola słomy
zanieść chleba
tym zmęczonym
i powoli
wynieść trony
zawzięcie walczę
o imię boga
nieznajomego

podpisał się
tylko raz
nie wyraźną
pa-raw-ką
niechlujnie

zostawił mi
krótki spis
urywek notatki
"jak żyć"

nie umiem
rozczytać
wyblakłej
notatki

dlatego
idę
tak
po omacku
uchyliłbym
płuco
na znak
lekkiego
zatracenia
między
drogą
dusz

za
piekące
w szale
oczy

dotknąć
móc
barw
łanu
burz

kropli
smakować
z chlebem
gorzkim