oderwanie

To jedyne słowa
które napisałeś 
porwany namiętnością 
będziesz biegł z siłami Ikara
oczy Twe przymknięte
znów zalane łzami
niczym byk na corridzie
dla uciechy ludu
dasz się zaszlachtować
mieczem pełnym bólu

To jedyne słowa
które napisałeś
zanim się ułożysz
w ciemnym kącie świata
gdzie nikt nie przyuważy
jak dzielny towarzysz
niszczał sam w milczeniu
bez swojego brata

nic nie muszę mówić, Ty wiesz.

Omnibusem,
pępkiem świata
Nie jestem!
Błyskotliwym
rzucającym na kolana
Nie jestem!

Mówisz do odbicia prostoty
odbijasz się o chaotyczność,
gdzie między granicami
racjonalności i infantylności
powstał bufor
co pochłania
wyrzuca
wyrzuca i wciąga
Gniew zatrzymuje się na zamkniętym
oknie Ciszy
Rozkładam ręce
by za chwile ścisnąć pięści
Krzyk, albo zaszyte usta
sprzeczny sam ze sobą

Zabawny i zarazem głupi
Ojciec jedynie swoich myśli


Zaklaszczę zatem
wstanę wykrzykując
bIs bIs !!

Sprowadzę scenę do absurdu
gryząc się w łokieć
będę kręcić się kręcić
na środku skweru
od godziny do godziny
zaczepiając i uciekając
bawiąc się w chowanego
z obrazami...
CZARNE SERCE

Oddechem

Zerwałem się!
zimna woda wlała mi się w nozdrza
Zapomniałem
nie jestem delfinem
Choć wydawało się
że na chwile skóra napięta była
na kształt płetwy
Obudziłem się!
pęcherze powietrza wystrzeliły
jak z gejzera rozbłyskując
w Oceanie Spokojnym 
Powietrza! Powietrza!
potrzebuje do życia
oceanu bym nie patrząc na ptaki
sam mógł latać
gdzieś na tafli dwóch światów

Wiolonczela

Wiolonczela


(Szeptam)” Przyjdź do mnie...”
Usiądź…
Plecami zwrócona do mnie…
Między udami moimi ułóż swoje Ciało
Rozpuszczę Twoje włosy,
Aby kasztanowy kolor zabarwił mi oczy.
Usiądź wyprostowana
Nie nagannie skupiona na swych myślach.
Ja swoją dłonią uchwycę
Struny Twoich piersi…
… wiatr  lekka potrząsa struną…
Wyłonił się z ciszy dźwięk „e”
Z nim Twój słodki zapach
Delikatnie owinął kawałek mojej szyi…

… nagły bezruch…

Tak jakby oddech ucichł,
Dłoń opadła
Oczy zamknęły się siłą ciężkości

Bez cielesności  wyrwani
Z bólu i trudu egzystencji
Staliśmy się muzyką
Nie słyszalną dla ludzi.

Na chwilę co nie zna pojęcia czasu
Uwierzyłem że umiem grać
Na tej pięknej kasztanowej wiolonczeli.

do biegu


na samym starcie już spóźniony o czas
zapomniałem że biegnę w maratonie trudów i uciech

ciągle muszę nadrabiać te wszystkie chwile
które pochłonęły mnie na łące
i zamknęły w niewielkiej otchłani uśmiechów

bunt nie wchodzi w rachubę za dużo zawdzięczam aniołom
by teraz ich krzywdzić prostotą
stać się fotografią wyblakłą

śmieszność prawdziwego losu
polega na ciągłej sprzeczności z samym sobą
rezygnacji i udanych powrotów do marzeń

Sabbath

Sabbath


Jest noc
Jest moc
W zacisznych kątach słychać szeptane słowa
„ARI ARI NATAS ARI”
Rak łacińskich modlitw starych

Z pordzewiałych kotłów
Płynie gęsta maź błotnista
Cuchnąca zieleń z dodatkiem jęzorów żabich
Skrzydeł wampirzych sierści i pazurów ptasich
Do pustych czasz

„ARI ARI NATAS ARI”

Szeptane w piwnicach
Gdy książę ciemności
Króluję na niebie
Rozjaśniając swą chwałę

W noc tak podobną
Siedziałem na skale
Książę spoglądał swym zbliźniałym licem

Ja wyciągałem powoli
Targałem i paliłem
Starych wierszy
Pieśni żałobnych
Tasiemce grube
Pożółkłe
Aby tylko ogrzać ręce
W tę noc tak mroźną
Jakbym się tulił do
Królowej lodu
Nic nie pamiętam ze spalonych wierszy

Oziębłość

Oziębłość


Ile jeszcze cierpień
Znieść trzeba
Krzyży przenieść
I wbić na szczycie świata
By zasłużyć
Na miano Homo sapiens

Era mózgu łupanego
Wiary wielkości orzecha
Uczuć pieczonych na ogniu
Krwawe steki
Pomarłych
Pogrzebanych
Wspomnień pożółkłych na amen

Po setkach pokoleń
Ten sam Bóg
W innej tylko masce
Małego dziecka
Przesypuje piasek
Koparką z plastyku
Wołając do przechodzących

Pozwólcie rodzicom
Przychodzić do Mnie
Mam tyle im do powiedzenia

Tak mówi dziecko-Bóg
Za swoimi stwórcami
Których prawie nie zna
Tak prosi Bóg swoje dzieci
By przyszły do Niego

Cisza


Przepraszam pana bardzo
Czy nie widział pan może
Dzisiaj ciszy
Moja mi gdzieś zginała

Gdzie jesteś
Już po wszystkim
Zostałem tylko ja
Bez dźwięków
Warkotu muzyki i śliny

Wychodzi mała istota
Z posiniaczonymi wargami
Tu jesteś moja droga
Przytul się nic już Ci nie grozi

Wyzwól się z więzów krzyków
I ogrzej ręce swe drobne
Przyszedłem tylko po Ciebie
By mówić tak niewiele
Albo być jak niemowa
Jak TY