do biegu


na samym starcie już spóźniony o czas
zapomniałem że biegnę w maratonie trudów i uciech

ciągle muszę nadrabiać te wszystkie chwile
które pochłonęły mnie na łące
i zamknęły w niewielkiej otchłani uśmiechów

bunt nie wchodzi w rachubę za dużo zawdzięczam aniołom
by teraz ich krzywdzić prostotą
stać się fotografią wyblakłą

śmieszność prawdziwego losu
polega na ciągłej sprzeczności z samym sobą
rezygnacji i udanych powrotów do marzeń

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz