zmienia
mieni się w niebie
mlekiem zachodzi
rozpływając się
w szklance niepogody
staje się tworem
podobnym
do człoweka
z kamienia
nieruchomym
słowem zatartym
o brudnych rękach
stać będzie
na nudę
łapiąc
kurz z podłogi
zmierzyć się
wzrokiem
nigdy nie pozwoli
spode łba
patrzy
na uciekające
dni
noce
tracić się
w bólu
trawić
w czystej formie
w sen zapadnę
przy nim
jak dziecko
śnić nie będę
wcisnę się
w kanty
pomiędzy ściay
gwiazd nie widzę
gwiazd nie słyszę
milcząco
błogo
stopniem na północ
nożem kołyszę
patrzę
w lustrzane odbicie
rys na lustrze
już nie liczę
A może wyrzucić
te meble te myśli
na bruk
gdzie ich miejsce
a może miejsce
jest jeszcze gdzie indziej
nie tu
nie tam
nie przy tobie
nie przy mnie
więc nabijam
w armatę rzeczywistości
siebie w proszku
i kulę nicości
by wystrzelić się
w chuj daleko
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)