znam tę melodię
co o brzasku
słyszę z twego okna
przechodzę, z lekka
się uśmiecham
idę dalej...
nutę opisuję
zmęczoną kobietą
co dłonie ma czarne
od węgla lub sadzy
dźwięk usiadł przy ogniu
byt przysłuchiwał się
trzaską
zanurzył się
w barwę i woń
znikającego drewna
znam tę melodię
słyszaną
z twego okna
spoglądamy
na siebie nawzajem
na zdjęcia
przed rozstaniem
widoki
za oknem są takie same
patrzymy
po sobie
po lustrach
po witrynowych
i nic co ludzkie
nie obchodzi nas wcale
i nic co zwyczajne
nie podnieca nas wcale
wyciągamy myśli
by sprzeczać się
bo tylko one są
na tyle inteligentne
przebiegłe jak my
by mogły z nami
konkurować
na siebie nawzajem
na zdjęcia
przed rozstaniem
widoki
za oknem są takie same
patrzymy
po sobie
po lustrach
po witrynowych
i nic co ludzkie
nie obchodzi nas wcale
i nic co zwyczajne
nie podnieca nas wcale
wyciągamy myśli
by sprzeczać się
bo tylko one są
na tyle inteligentne
przebiegłe jak my
by mogły z nami
konkurować
Siedział tak czasem na przystanku nie wierząc
że przyjedzie o umówionej porze. Rzucał kamieniami w puszki oddalone o
20 metrów, tuż przy płocie. Ze znudzenia postanowił przesadzić kawałek
ziemi butem trafiając niby to przypadkiem w kocura sąsiada. Potem zdjął
buty i położył się na ławce, patrząc na wpół zmrużonymi oczami na niebo,
uczepił się słońca. Palcem starając się zmienić jego statyczny bieg
po nieboskłonie. Mijała godzina za godziną kiedy znudziło mu się to
zabawianie i chciał wreszcie wrócić do domu. Chciał założyć buty, zatem
po omacki przyklepywał stopami ziemię na próżno. Ze złością, że musi
wstać, machnął gwałtownie ramionami i w półcieniu zauważył ruch nie
swój. Był to gwałtowny świst omijający jego ręce. Siłą dynamicznie
spoczęła na jego twarzy roztrzaskując nos. Krew trysła dodając barwy
popołudniowemu słońcu. Twarz schowała się do wewnątrz. Ruch zamilkł.
Cienie zniknęły, buty również.
roztapiam się
przy stole
w ogrodzie
między winoroślą
a jabłonią schyloną
jak bardzo jest mi daleko
do nieba
świeżego powietrza
i wonni piżma
daleko są ludzie,
ich zmartwienia,
gadulstwo,
codzienność,
ich nieludzkość
rozkładam się
na czynniki:
myślące,
zaniechane,
żyjące i obumarłe
pod stołem
w pudełkach
po butach
pozostawiam
cząstki własnego
jestestwa.
szczodrze chłępczę
co los mi zgotował
przyspasabiam się
do bycia ptakiem
co lata na przekór
siłą, oporą, przeciwnością
kleję pióra
do marynarki
by skoczyć w przepaść
czy zadziała?
wiara w niewierności
może czynić cuda
drodzy obywatele
wiedzieć trzeba
kiedy siłą swą
można porywać się
na misterność
i plugastwo
mogę mieć tysiąc
jak nie mieć nic
to ja
to my
to wy
co los mi zgotował
przyspasabiam się
do bycia ptakiem
co lata na przekór
siłą, oporą, przeciwnością
kleję pióra
do marynarki
by skoczyć w przepaść
czy zadziała?
wiara w niewierności
może czynić cuda
drodzy obywatele
wiedzieć trzeba
kiedy siłą swą
można porywać się
na misterność
i plugastwo
mogę mieć tysiąc
jak nie mieć nic
to ja
to my
to wy
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)