Siedział tak czasem na przystanku nie wierząc że przyjedzie o umówionej porze. Rzucał kamieniami w puszki oddalone o 20 metrów, tuż przy płocie. Ze znudzenia postanowił przesadzić kawałek ziemi butem trafiając niby to przypadkiem w kocura sąsiada. Potem zdjął buty i położył się na ławce, patrząc na wpół zmrużonymi oczami na niebo, uczepił się słońca. Palcem starając się zmienić jego statyczny bieg po nieboskłonie. Mijała godzina za godziną kiedy znudziło mu się to zabawianie i chciał wreszcie wrócić do domu. Chciał założyć buty, zatem po omacki przyklepywał stopami ziemię na próżno. Ze złością, że musi wstać, machnął gwałtownie ramionami i w półcieniu zauważył ruch nie swój. Był to gwałtowny świst omijający jego ręce. Siłą dynamicznie spoczęła na jego twarzy roztrzaskując nos. Krew trysła dodając barwy popołudniowemu słońcu. Twarz schowała się do wewnątrz. Ruch zamilkł. Cienie zniknęły, buty również.

4 komentarze:

  1. ach, to mnie rozbawiłeś.

    OdpowiedzUsuń
  2. ach, to się ciesze, że lekko trąciłem twój stan

    OdpowiedzUsuń
  3. hmm, to teraz się pocieszę z tego, że Ty się cieszysz.

    (aczkolwiek nie lubię być trącana)

    OdpowiedzUsuń
  4. Trącanie wliczone w cenę... a może uda mi się wytrącić coś lub kogoś

    OdpowiedzUsuń