Siedział tak czasem na przystanku nie wierząc
że przyjedzie o umówionej porze. Rzucał kamieniami w puszki oddalone o
20 metrów, tuż przy płocie. Ze znudzenia postanowił przesadzić kawałek
ziemi butem trafiając niby to przypadkiem w kocura sąsiada. Potem zdjął
buty i położył się na ławce, patrząc na wpół zmrużonymi oczami na niebo,
uczepił się słońca. Palcem starając się zmienić jego statyczny bieg
po nieboskłonie. Mijała godzina za godziną kiedy znudziło mu się to
zabawianie i chciał wreszcie wrócić do domu. Chciał założyć buty, zatem
po omacki przyklepywał stopami ziemię na próżno. Ze złością, że musi
wstać, machnął gwałtownie ramionami i w półcieniu zauważył ruch nie
swój. Był to gwałtowny świst omijający jego ręce. Siłą dynamicznie
spoczęła na jego twarzy roztrzaskując nos. Krew trysła dodając barwy
popołudniowemu słońcu. Twarz schowała się do wewnątrz. Ruch zamilkł.
Cienie zniknęły, buty również.
ach, to mnie rozbawiłeś.
OdpowiedzUsuńach, to się ciesze, że lekko trąciłem twój stan
OdpowiedzUsuńhmm, to teraz się pocieszę z tego, że Ty się cieszysz.
OdpowiedzUsuń(aczkolwiek nie lubię być trącana)
Trącanie wliczone w cenę... a może uda mi się wytrącić coś lub kogoś
OdpowiedzUsuń