za firaną nie ma
tego kogoś
kogo nie było
a być powinno

nie ma stóp
śladów bytowania
petów
zapachu
szumów i szurania

zdaje mi się
czy tak jest?
- a być - 
nie wiadomo czemu
być powinno

zataczam wzrokiem
po podłodze
czystej do cna
a czemuż tak?

czy pamiętam

nie, nie pamiętam
a co?
a cóż?
stało się-
czy się zdawało?
czy może udawało
że jest

patrzę na ciało
tak, tu było sine
 a tu był strup
gdzie on ?
i ran ślady?
pozanikały?
pozanikały?
czy tylko
mi się zdaję
szarpnęła mnie
kiedyś za rękę
prawda

zrzuciła mnie
na ziemię

-nakarmiła pyłem-

ja wstałem
otrzepałem włosy

uśmiechnąłem się
lekko

-wyszedłem-

odtąd kłamię
w nieskończoność

pluję łgarstwem
rzucam ścierwem

pnę się nogą ponad tobą
gardzę tobą
gardzę sobą

mrowią się dłonie
stęsknione

głuche na dotyk
puste na takt

po spiekocie
deszcz opłucze

smaki warg
natchnionych



ptakiem być
na nieboskłonie

burzy dotknąć
spłonąć w iskrze

być w pomiędzy
ciągiem zdarzeń

rokiem być
i nie być wcale