wciąga mnie w siebie
masa krytyczna
karmi mnie sobą
nierzeczywista
siła...
płonę od środka
choć tego nie chce
łapie mnie znowu
moc hipnotyczna
idę...
gdziekolwiek mogę.
światła gasną
kiedy wieszają się sny
lekko czoło opada
pełni nie ma dziś
rozlewa się milczenie
nie, to co ma
dziś znaczenia
gdy dniem rodzą się
od nowa
stare serca
stare ich spojrzenia
wirują mi myśli
ponad nieboskłonem
próbują się zerwać
z kajdan swego ciała
by móc pozbierać
to co rozsypałem
tak,
mówmy do siebie
językiem pisanym
wyrwanym z kontekstu
słowem
nie zrozumiałym
co czwartym wersem
tylko dla siebie
sczytane
historie opisane
jeszcze raz
tym razem spokojnie
już miesiąc trwa
zasiedzenie
nie możność
i zmartwienie
ktoś ukradł
korki z pamięcią
i odciął
wodę najświętszą.
więc budzę się
znów przed świtem
czegoś pragnąc
o tak ponad życie!!
składam się w pół
przy porannej kawie
by myślami sięgnąć
tej jedynej prawdy