Już czas zamykać i otwierać
brać i dawać
oddychać

Przestałem patrzeć w niebo,
nie wierząc ani chwili dłużej
w anioła skrzydła

Chłepczę poranki,
nie poskromione złości
połykam tabletką ciszy

Zapalają się oczy
radości już w jednym zdaniu
wiem, jak mam żyć.

A nieobecni nie zaprzątają moich myśli.


głowa mi ciąży 
nisko pochylona
tak tkwi 
na stole 
obok butelek

nadciąga burza
czuję ją blisko
niech spadnie deszczem
i ciemnym pyłem

głowy nie ruszam
złapałem się na myśli
tak o tobie
złapałem się na patrzeniu
gdzieś obok
Ciągle mam dziwne wrażenie
że mnie obserwujesz
Gdzieś
Jakoś
wędrujesz po myślach
I niby przypadkiem zahaczasz
o moje niepokoje
Tak oto stoję
nie zabieraj mi ze snów
tych historii zapisanych
między okiem a powieką

na tapczanie siedzę myślę
rozkazuję być tu sobie
no i mruczeć mam ochotę

i porywam się na zabój
i potrącam się o wiarołomne sny
modlitw do nieznanych mi bogów