Księżycem można się upić mimowolnie patrząc tylko w pełnie. Zbyteczne są słowa, poza wulgatą co same plączą się i wypuszczają jak bękarty języka i myśli niezbyt zgrabnych.
Nocą można się unieść choćby dwa centymetry ponad stan własnego ja. Rozkładać ręce niby ptak, wirując, wirując, czekając na wiatr.
Bez bełkotu gorzkich prawd wypisuję w powietrzu imiona osób, których powinienem jeszcze znać, zapamiętać lub choćby kojarzyć. Ale czy na pewno spotkałem ich w swym życiu tak realnie? Nie odpowiem na to pytanie.
Odrealnienie jest stanem psychofizycznym, gdzie zaciera się blask ciszy. Nie mam świadomości czy działalność moja, oddechy są wykonywane w tej właśnie chwili. A może wybiegają o parę sekund przede mnie, albo godzinę, dni ... czas zaczerpnąć powietrza. Wdech, wydech, wdech, wydech aż zakręci się w głowie ....
Wiruje, bo zwariowała cała dotychczasowość. To nic, że pomimo sił wewnętrznych i wstąpienia na drogę własnego absurdu rzygam już kolejny raz... czym ?? sam nie wiem...ocieram syf w rękę i patrzę w lustro nie bojąc się oddalić w szaleństwo. Mam tylko jeden cel.... obronić dzikość własnego serca.

bliskość i chłód

Od matki swojej Ciszy nie ucieknę,
Choćbym się skrywał przed Nią
W światach wielu lub całkiem w zaświatach,
Ona zawsze otuli swym chłodnym spojrzeniem,
Nie będzie mówić nic,

Pozwoli zagłębić się metafizyką
aż zakrztusi się rwące ciało
tylko po to, aby klepnąć w plecy
zaśmiać się milcząco
zapłakać mimowolnie.

Na przekór w pokorze stać będę
Ze wzgórza patrzeć w pełnię księżyca
Wiatr co hula po halach rozsiewając nasiona i gorycz
Zaplącze się między ręce
Rozwieje Twoje ciemne włosy.