bliskość i chłód

Od matki swojej Ciszy nie ucieknę,
Choćbym się skrywał przed Nią
W światach wielu lub całkiem w zaświatach,
Ona zawsze otuli swym chłodnym spojrzeniem,
Nie będzie mówić nic,

Pozwoli zagłębić się metafizyką
aż zakrztusi się rwące ciało
tylko po to, aby klepnąć w plecy
zaśmiać się milcząco
zapłakać mimowolnie.

Na przekór w pokorze stać będę
Ze wzgórza patrzeć w pełnię księżyca
Wiatr co hula po halach rozsiewając nasiona i gorycz
Zaplącze się między ręce
Rozwieje Twoje ciemne włosy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz