re-new-able

I pomyśleć, że słodycz nie związana jest z glukozą.

Iść gdzieś, nieważne, iść
tam ludzie tracą twarz
z imion obdarci
z imion zatarci

Zamykać oczy gotowi
po cóż są oczy

o cnót wszelka głębino
o cnót niepojęta przyczyno

milcząco rysujesz
czy to od niechcenia?
palcami zamki na wiatr flagi zwrócone



przyjdź proszę
niezauważalna
niespokojna
niemoralna
przyjdź proszę
rankiem
wieczorem
w godzinach południowych
przyjdź proszę

uwolnij mnie od myśli
od dnia i nocy

chcę szybkiej śmierci
ból wliczony w cenę

od roku czasu na jej barkach

Spoglądam na zegar,
nie dziwiąc się  wcale.
Spoglądam na dłonie
i drzazgi  na palcach
Minął już rok, a może więcej
kiedy przybyłem na to miejsce
I już nie gubię się w jej sercu
stolicy ulic zachłannym biegu.

Pokorny jestem ?
może  mniej...
Zadarty jestem ?
może może...
i wiem nie jedno o jej duszy
tak
Karci
Wygniata
Męczy
Spowalnia
Zmusza
Powala
Drażni
i Zraża
ale pomimo jej szczerych chęci robi coś jeszcze...
WYZWALA.
złapią mnie
te wszystkie stany
psychozy
psychodelii
paniki
nim zgaśnie światło
będę śmiać się
prosto w oczy

złapią mnie
nim wybije północ
po czym sam
na znak skruchy
obsypię się popiołem
swojej duszy
wyleje ciepłą
woń żądzy

nim mnie złapią
te wszystkie stany
milcząco przystanę
nad brzegami
i czekać będę
nie bojąc się już więcej
Wiem schowałaś się
pomiędzy wiśnią a trawą
Tam gdzie specjalnie nie chodzę
bo wiem co może mnie czekać

mówiłem o swoich trwogach
spełniły się
pozosawiły rysę na oku i ...
i patrze w okno na nowy pejzaż
na zmiejiający się obraz
zachłannie tak
porywasz mnie
wiatrem
spojrzeniem 
gładką skórą
Twoim spełnieniem

zachłannie tak
czuję muzykę
wgryzam się
drapię
patrzę
i połykam Ciebie

może będę krwawił ja
może będziemy wyklinać siebie na wzajem
niech trwa burza którą spijam
z ust ze smakiem wina




łapiesz mnie mrugnięciem oka
między plażą a cieniem morza
uczepiasz na sekundę
po drugiej puszczasz luzem,

bawię się tobą jak mleczem
dmuchawcem sobie polecę
i spijam usta twe smakiem
tak, jestem niegrzecznym rakiem

igram z kolejnym rankiem
zostawiam przy łóżku szklankę
tam usta Twe namiętne
gryzą  ich brzegu miarkę