I pomyśleć, że słodycz nie związana jest z glukozą.
Iść gdzieś, nieważne, iść
tam ludzie tracą twarz
z imion obdarci
z imion zatarci
Zamykać oczy gotowi
po cóż są oczy
o cnót wszelka głębino
o cnót niepojęta przyczyno
milcząco rysujesz
czy to od niechcenia?
palcami zamki na wiatr flagi zwrócone
od roku czasu na jej barkach
Spoglądam na zegar,
nie dziwiąc się wcale.
Spoglądam na dłonie
i drzazgi na palcach
Minął już rok, a może więcej
kiedy przybyłem na to miejsce
I już nie gubię się w jej sercu
stolicy ulic zachłannym biegu.
Pokorny jestem ?
może mniej...
Zadarty jestem ?
może może...
i wiem nie jedno o jej duszy
tak
Karci
Wygniata
Męczy
Spowalnia
Zmusza
Powala
Drażni
i Zraża
ale pomimo jej szczerych chęci robi coś jeszcze...
WYZWALA.
nie dziwiąc się wcale.
Spoglądam na dłonie
i drzazgi na palcach
Minął już rok, a może więcej
kiedy przybyłem na to miejsce
I już nie gubię się w jej sercu
stolicy ulic zachłannym biegu.
Pokorny jestem ?
może mniej...
Zadarty jestem ?
może może...
i wiem nie jedno o jej duszy
tak
Karci
Wygniata
Męczy
Spowalnia
Zmusza
Powala
Drażni
i Zraża
ale pomimo jej szczerych chęci robi coś jeszcze...
WYZWALA.
złapią mnie
te wszystkie stany
psychozy
psychodelii
paniki
nim zgaśnie światło
będę śmiać się
prosto w oczy
złapią mnie
nim wybije północ
po czym sam
na znak skruchy
obsypię się popiołem
swojej duszy
wyleje ciepłą
woń żądzy
nim mnie złapią
te wszystkie stany
milcząco przystanę
nad brzegami
i czekać będę
nie bojąc się już więcej
te wszystkie stany
psychozy
psychodelii
paniki
nim zgaśnie światło
będę śmiać się
prosto w oczy
złapią mnie
nim wybije północ
po czym sam
na znak skruchy
obsypię się popiołem
swojej duszy
wyleje ciepłą
woń żądzy
nim mnie złapią
te wszystkie stany
milcząco przystanę
nad brzegami
i czekać będę
nie bojąc się już więcej
łapiesz mnie mrugnięciem oka
między plażą a cieniem morza
uczepiasz na sekundę
po drugiej puszczasz luzem,
bawię się tobą jak mleczem
dmuchawcem sobie polecę
i spijam usta twe smakiem
tak, jestem niegrzecznym rakiem
igram z kolejnym rankiem
zostawiam przy łóżku szklankę
tam usta Twe namiętne
gryzą ich brzegu miarkę
między plażą a cieniem morza
uczepiasz na sekundę
po drugiej puszczasz luzem,
bawię się tobą jak mleczem
dmuchawcem sobie polecę
i spijam usta twe smakiem
tak, jestem niegrzecznym rakiem
igram z kolejnym rankiem
zostawiam przy łóżku szklankę
tam usta Twe namiętne
gryzą ich brzegu miarkę
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)