gdzie jest pętla
którą miałem na szyi
gdzie są sznury
krepujące me ruchy
jak daleko odszedłem
od swojej pułapki
gdzie jest mój wspaniały
dręczyciel prywatny

ile czasu jeszcze upłynie
kiedy z tęsknoty
sam w pętam się w chryję
i odszukam oprawcę swojego
proponując mu wzajemną obecność
świadomość,
już sama sobą udręczona
próbuje zgasić
swoje rządzę
niewyczerpaną.
nie podjada wieczorem
informacji skradzionej
i schowanej pod poduszką
nie tyje w swojej własnej złości
gdy co rano sprawdzam jej wagę
nie płacze

kiedy tak patrzę na nią
lekko skrytą pod kocem
to uświadamiam sobie
że coraz mniej wydaje się być
niedojrzałą
zabrakło pod stołem miejsca
abyś mógł zasnąć
wtulony sam w siebie

zakotwiczyć się pośród nóg
nieznanych i drewnianych
nóg ludzi o sękatych myślach

drzazgą byłeś w ich oczach

siedziałeś cicho
nerwowo przebierając rękami
zabrakło ci broni

kule wtopiłbyś w ciała
gdybyś tylko miał sposobność
pokój zanurzyć we mgle

noże to też rozwiązania

.
.
.

Tak, jest znacznie lepiej.
próbuje wsłuchać się
w mrok nieskończony
przecinam wstęgę
stworzoną z niepokoju
i już nie od dziś
kapitanie, to ja
wypłynąłem w nieznane

mnożą się dni
choć czasem
z niedospaniem
pełne pokoju
wewnętrzne
błogo - trwanie

więc mów co chcesz
lub nierób nic, wcale

ja będę trwać
w swoim stanie
gdzie głowę chowają
przegrani?
ci co polegli
w logomachii?

co mnożą w głowach
głupcy?
pożarci w majestacie
próżni??

czy kiedy przełykasz gorzki
smak czekolady,
uświadamiasz sobie,
że to może
trichloroetylen?