Zanurzyć się w przedwiośniu
makiem zakryć twarze
Rozkazać sobie
 posłuszeństwo naturze
I gryźć po szyi
aż krew tryśnie ciepła
spijać życie z kielicha
wątpliwości haustem
miarą swoją wyryć
na twarzach towarzyszy
słowa hymnu krzyku
zasłyszaną wieczorynkę
z roztargnienia mogę usiąść
nie opodal bramy czasu
liczyć sekundami chleb
rozłożony na czynniki pierwsze
okruchy wciągać nosem
otuchy to nie doda
najeść się nie najem
czasu nie zabiję
z roztargnienia jeżdżę z górki
bez emocjonalnych hamulców
nie ważąc na to
czy się rozbiję
stłukę głowę czy wiarę w ludzi
jestem po to by z ryzykiem
wychodzić z siebie
przenieść górę
i znów usiąść patrząc w chmury
tuż przy bramie swej natury


O.

Kiedy leżę, nie myślę
wchłaniam twoją bliskość
na pokuszenie wodzę wzrokiem
tonę między łykiem kawy a papierosem

Ranem witasz diabelskim uśmiechem
znikając na chwilę w ramionach
zapach się unosi zmieszany charakterystyczny
woń rozchodzi się po pokoju i w pamięci



i ...?

i łapię w żagle dwa wiatry
wiatr ze wschodu i południowy
wiatr surowego spojrzenia
co braterską siłę wskrzesza
nie przewidziałem że tli się jeszcze
moc wyryta jeszcze w złości dziecka
tam gdzie wiele słów nie było wypowiedzianych.

Inny porywa wciąga plącze we mnie loki
gorącego podniecenia
Rysuję mapę do słów Twoich
kreską zieloną do ust,
kreską czerwoną historie
snute przy lampce wina
niebieską pokręconą jak Ty
uśmiech i Twoje oczy
i czarną delikatną
obrys Twoich bioder
Siadam,
sprawdzam maile, pocztę,
Zostawiam,
Usuwam,
Odpisuję,
Nerwowo odpalam papierosy
sięgam po telefon, dzwonię
Nie wiem co powiedzieć do Ciebie
Przez chwilę milczę
Potem rozmawiamy,
Odkładam słuchawkę
i zastanawiam się dalej jak się trzymasz
Ile opowiedziałeś, a ile chciałeś przemilczeć.

Z jednej strony Ty,
Twoje sprawy, strachy i trudności

Z drugiej strony ja,
Moje życie zapomnienia i nowości.

Chciałbym być teraz i tu i tam
łapać swe życie tym mocniej
magnetyzmem przyciągać świat
I być dla Ciebie, wiem że potrzebujesz
a ja nie chce abyś poczuł się sam.

Jestem jestem jestem
Odwagi !! Sił !!
Dziś padał śnieg,
zakrył oczy smutne,
przerażenie wołało
twoje ciało truchlało
stworzone pozory
już sił nie mają

Nie udawaj
nie próbuj
zaszyć się
w samotności
Wiem jak ciężko
wraca się do pustego domu
Gdy najbliższy Ci jest kieliszek
i wstręt do samego siebie.

Wypij ten łyk za błąd i zapomnij
wiem że siedzisz
wiem że pijesz
wiem że nic nie mogę zrobić

czekaj
stój
wypierdalaj
Roztrzęsiony siedział w fotelu,
milczał przez chwilę trzymając w ręku kieliszek wina.
Z trudem opowiedział mi historie swoich ostatnich miesięcy
Nie była to prosta opowieść, łatwe przyznanie się do rzeczywistości.
Przyjąłem ją ze spokojem i dymem w ustach.
Zagubione oczy, zagubione myśli,
biegną gdzieś ku kochance, wybrance i niszczycielce.
Ręka zadrżała, głos przycichł, a dusza wyła.
Wiem, że chcesz walczyć, życzę Ci zwycięstwa
i podziwiam za upór.
Chcę abyś wiedział, że w spijaniu goryczy swoich błędów
mimo kilometrów nie jesteś sam.

Powiedz mi tylko
kiedy i gdzie
kłamałem.

Czy obiecywałem Ci
ponad to ze wysłucham i będę?

Więc skoro chcesz, uciekaj
Zaszyj się, zdłamś, ulżyj sobie
Nałóż swój kapelusz pokutnicy.
Tak, według Ciebie jestem kłamcą.
Ile mnie nie było w Twoich snach?
gdzie byłem kiedy śniłaś,
obok kogo spałaś?

Za kogo dłonią tęsknisz
kiedy na swą patrzysz?
Za kim w myślach błądzisz
zagryzając wargi?