bolą mnie żyły
poprzez zatory
tłoczą się
ignoranci
przenikają
z krwi
zatruwając
organizmy

biorę więc
żyletę
lekko rdzawą
historię
i wypruwam
tych wszystkich
niedokończonych
pogubionych

usiądę
wpatrując się
w zorzę
rys na szkle
już nie usunę

rozkosz łapie mnie za ręce
woła za mną
gdzie ja pędzę
czemu oczy mam spuszczone
i zanurzam się w utopię

patrzę szczerzę mówiąc cicho
"dziś wychodzę na podwórko
znaleźć tkliwość
chwil ulotnych
móc ją upić swoim głosem
i rozkochać jesień w sobie"
dotknęła mnie tego ranka
nostalgia milionowego miasta
gdzie snują się jakby inni...
bezimienni

budzę się po raz wtóry
w popołudniowym nie śnie
by natknąć się na ludzi...
dusze martwe

tak ubrać chciałbym w słowa
imiona rozsiać wokół
by można jednym kocem okryć
to wrześniowe miasto
nie czas i miejsce
zważać na całuny
one już odkryte
one już przejrzałe

spójrz jak świeże jabłka
gniją tuż przy drzewach
młody oddech słabnie
brak mu sił na trwanie
złamałem swoje myśli
złamałem swoje bycie
tylko dlatego
by wyśnić sobie inne

złapałem się na wędkę
złapałem się za serce
tylko dlatego
by wierność mieć w butelce

i oczy się rozświetlą
ogniem napełnią źrenice
jak tylko zobaczę zdziwienie
szczerym uśmiechem je zniszczę
zapomniałem jak mam znaleźć
po wieczorze ten poranek
który w swojej przejrzystości
mógłby wchłonąć nagłe mdłości

proszę siebie już nie raz
znaleźć drogę tę przez las
by inaczej móc podążać
z wiatrem częściej w szachy pograć

snuje wieczór swe historie
czasem czyta moje żądze
te ukryte w moich oczach
widzisz je? a gdzie Ty stąpasz?
jem
chleb

jem
chwile

jem
życie
krąg róż usłany nad jeziorem Białym
krąg ust i rąk splecionych ciałem
krąg ludzkich dusz zaistniałych

tam molo ciszy wśród gwaru uśmiechów
tam tańce byłych niczym w noc Kupały
tam łzy się łączą szczęścia i rozpaczy

drodzy mi ludzie drodzy po trzykroć!
drodzy mi w tańcach i ci którzy milczą
drodzy mi wy co stać już nie chcecie

i w nową drogę też ze mną idziecie