Złapał wiatr za rękę, chciał spojrzeć mu w oczy. Spotkać i wgłębić się w oko cyklonu.
Złapał wiatr za rękę, chaotycznie i nie obliczalnie zaskoczył zefir tuż przy promenadzie.
Złapał wiatr za rękę szarpiąc mocno, z całych sił jak tylko potrafi, nic to nie dało.
Wiatr uciekł mu przez palce,
Nie zostawiając śladu na dłoni, na twarzy.
Sprytnie i delikatnie musnął go po policzku, wijąc się wokół.
I hulał nucąc prawie niesłyszalnie "Nie dogonisz mnie, nie złapieszzzzzzzzzzzz...."
Uleciał ciepłym powiewem.

Stał tak przez chwile trwając w zadumie
Stał tak przed odbiciem w jeziorze
Z fal pozostały tylko leniwe zmarszczki.
Wejść,
tak, zanurzył  stopy, potem uda, brzuch szyję
nie zawahał się, choć pływać nie umie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz