Spotkania II

Trzasnął frontowymi drzwiami z całych sił nie zważając na to, że odpadł fragment tynku z odrapanej ściany przedpokoju. Zrzucił z siebie mokre ubrania i nagi podbiegł do okien. Zasłonił firanki i zasłony.
Przez chwile skulił się w ciemnym kącie łapczywie  oddychając. Chciał się uspokoić, tylko uspokoić.
minuta,
dwie,
piętnaście,
ileś tam,
Wyprostował się i robiąc niewielką szparę między zasłonami wypuścił oko rozglądając się po najbliższej okolicy.
Cisza, żywej duszy. Uff
Przeszedł przez pokój zostawiając mokre odciski własnych stóp na panelach. 
Ślady były ciemne. Widocznie zranił się w stopy biegnąc martwymi ulicami do domu.
Nie poczuł nawet w którym momencie  nadepnął na szkła rozrzucane.
W łazience narzucił na głowę suchy ręcznik, zamknął oczy. Znów zaczęły wirować fioletowe parasole wolno stojące. Tak usną jak zwierze między wanną, a toaletą z ręcznikiem na twarzy i roztrzęsionym oddechem.

Nie wzruszony obserwator odsłonił tylko okna, aby nowy dzień przywitał go słońcem i świeżym powietrzem po burzy.

1 komentarz: