back to black

Zatrzymał się na przystanku, gdzieś pośrodku pól. Pachniało zbożowym mleczkiem. Radio w samochodzie mruczało niechętnie i cicho. Zgasił silnik i wyłączył światła, ręce drżały mu ze zdenerwowania. Przed paroma minutami odebrał telefon, rozmowa krótka i bolesna niczym strzał z colta zmroziła jego ciało. Siedział na fotelu kierowcy patrząc się w nieokreśloną dal którą zarysował zagajnik na horyzoncie. Jego żyły na szyi były napięte do granic możliwości, jeszcze chwila i eksplodowałyby wytryskując czerwienią na tapicerkę i szyby.
- muszę wziąć się w garść- powiedział sam do siebie otwierając drzwi.
Podszedł do bagażnika i wyją z niego swoją aktówkę. Obszedł samochód i przysiad przy kole od strony pasażera. Sięgnął w głąb aktówki wyciągając strzykawkę z adrenaliną. Szybkim ruchem zerwał opakowanie, uniósł rękę w górze i z impetem wbił ją w udo. Rozluźnił ciało, zamknął oczy. 
Nie miał zamiaru jechać dziś dalej, nie miał zamiaru dzwonić do nikogo. Chciał trwać gdzieś pośród zbóż ze sterczącą igłą w ciele, aż obudzi go poranna rosa osiadła na twarzy. Wiedział tylko jedno. Jutro założy czarny garnitur i koszulę. Kupi kwiaty. Zobaczy się z żoną i razem będą milczeć nad ich pierworodnym płodem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz