Zapragnąłem drogi mlecznej,
patrzeć na nią, zlizywać jej smaki
muskać ją po koleinach twarzy
Zapragnąłem zataczać się
jakbym wiecznie chodzi pijany
odczuwał miękkość swych kolan
Zapragnąłem zanurzać palce
z atramentowym wieczorze
pisać scenariusze o dniach niepisanych
Odszedł od stołu w blasku świec oczu
płonące myśli podsycał wichrem
spalą się w sile spalają na siłę
Odszedł po prostu nie mówiąc nikomu
w szlafroku starym kapciem szurając
Zapachem, dymem tańczącym za nim
wodził na pokuszenie
Na drogę mleczną próbując zwabić
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz