mizantropia

Szkło, po prawej roztrzaskało się na ścianie
Spływa leniwie wino po farbie, po wardze
W lustrze tysiące twarzy, żadna moja
Twojego cienia też nie ma, och jaka szkoda

Budzę się w autobusie, setki kilometrów
Od pękniętych klisz, gdzieś o czasie

Teraz co rano wypijam mocne kakao
Stojąc w oknie podpisuje każdy dzień
imieniem swoim. To cyrograf pełny błędów
Szkłem rysuję podłogę, na podłodze tylko śmieci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz