Ziewem przywitał ten dzień... wystrzelał się ze stawów rzucając okiem na nierealność.


Znowu tu jestem, lecz to już jest innością. błahym spojrzeniem, mrugnięciem, przewiewem.


Spojrzał w lustro, jedna zmarszczka więcej, jedna słabość mniej.


To dziś nucąc pod nosem "liberté" podskoczył w dziurawych skarpetach


Oto drodzy państwo ogłaszam wszem i wobec niezależną i liberalną republikę umierania za nić, drwin bez nuty nepotyzmu.


Dumny z siebie obserwator założy kapnie i szurając podążył pod tron.

W ogniu śmiechu i szyredy stajemy naprzeciw siebie.


  


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz