Pokój,
z holu przechodzi zdyszany drżący
patykiem pisany majaczący
zamyślony nad spraw tysiącami
udaje że wie jak jedną z nich rozwikłać
Z głowy rwie włosów kilogramy
przewraca w nerwach oczami
zarozumiały
rozumiały
nie zrozumiany...
Zjeżdżam schodami mechanicznie w dół
I piętro
parter
minus pierwsze piętro
garaże
Snuje się
nie napotykam na twarze
rysuje
szpecę się w odbiciu własnym
rozbijam stwardniałe części ciała
Zachłannie chcę
miech chcę, posiadać
ale nie w głowie mi próżna kasa
jednym słowem się kryje
jedne słowo wspominam
i na nie patrze z oddali.
Słowo na być
bez kropek wielokropków nieskoczenie wielu znaków
zegar znów przypomniał mi o chaosie jeszcze nie przeżytych znaków
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz