Zapomniałem podpisać listu samobójcy, zanim wyszedł na samotny spacer lipową aleją. Kazał mi go przepisać, żeby jego pożegnanie wyglądało w miarę estetycznie i czytelnie dla tych co odwiedzą jego ciało na cmentarzu. Pismo moje było spokojne, zadbałem o pewne ruchy pióra i niebanalną kaligrafię. Jego kartka to poplamiona frytkami i pełna skreśleń chaotyczność, w którą się ubrał on i jego zdania.
Linie... czarny atrament wędrował po kartce, rozprzestrzeniał się w harmonii będąc z płomieniem świecy na balkonie. Słowo za słowem układały się w szyku wymuszającym mimowolnie wzruszenie i gniew jednocześnie.
To stało się wczoraj podczas gry w szachy. Stawiałem właśnie gońca na E6 kiedy usłyszałem jego prośbę.
- Zrobisz coś dla mnie ostatni raz? - zapytał spokojnie,
- Pewnie.
- Przepisz tę kartkę, jutro o godzinie 21 otwórz ją i przepisz.
- Co na niej jest - zapytałem.
- Przekonasz się, cierpliwości.
- Dobrze, zatem tak zrobię, Twój ruch.
Poszedł wieżą na B2 uniemożliwiając mi atak na królową w następnym posunięciu.
W ostatecznym rozrachunku, pomimo niedokończonej rozgrywki wygrał, wyprzedzając mnie o jedno posuniecie.
Dobre.
OdpowiedzUsuń