przysiadłem na chwilę
by złapać się myśli
rozebrać ją całą
popatrzeć na nagą
przysiadłem na chwilę
i minął już miesiąc
słońc wschody ratunkiem
pomiędzy tą próżnią

złapałem więc uśmiech
wepchałem w swe usta
i milcząc pokracznie
zacząłem szyć chmury

teraz czekam...

na deszcz urodzaju
co odda swe życia
na smaki owocne
wnikliwie sycące
piętrzące się wzgórza
ponad horyzontem
ramiona łamliwe
słabości powodem

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz