Zapładniam,
jedną po drugiej gdzieś w ciemnościach,
trzymam je za kark tuż za rogiem,
zostawiam w nich coś od siebie
Zielone twory. płody moje do zniszczenia.
To one krzyczą po nocach.
Chodź za mną, a pokaże Ci te wszystkie stany upojenia
kiedy ciała drżą w ekstazie
po zastrzyku narkotyku
w podniecie i adrenalinie.
czas znany, ulice jeszcze dziewice
raz po raz będą rozchylały słoje łona.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz